Howieny – wesele w karczmie na Podlasiu, fotograf ślubny Białystok

Kasię i Marcina spotkałem pierwszy raz na ślubie mojej Pary chyba w 2015 roku. Pełnili wtedy funkcję świadków Młodej Pary, a w 2017 przyszła kolej również na nich samych. Fajna kolej rzeczy – widzieli mnie podczas pracy, potem zobaczyli efekty i także zdecydowali się, bym został ich fotografem ślubnym. Białystok – Niewodnica – Czarna Białostocka – Pomigacze (Howieny) – wszystko rozgrywało się praktycznie w promieniu kilkunastu km od Białegostoku. Reportaż fotograficzny rozpoczęliśmy od wizyty u świetnej białostockiej wizażystki Make-up & Stylist Anna Sass, potem łapałem Marcina i Kasię w ich rodzinnych domach, następnie ceremonia ślubna odbyła się w charakterystycznym kościele p.w. Świętej Rodziny w Czarnej Białostockiej. Dlaczego charakterystycznym ? 10 metrowy krzyż przy ołtarzu oraz okrągły żyrandol na środku świątyni wykonane zostały z poroży jeleni w ilości…. 700 sztuk ! Wygląda to naprawdę imponująco, a dodatkowo oprawa kościoła zamówiona przez Młodą Parę dostarczyła wyjątkowego klimatu. Jako fotograf ślubny – zawsze doceniam te przygotowania, efekt końcowy zawsze mocno na plus.

Karczma w Majątku Howieny

Po zakończeniu uroczystości, przemieściliśmy się do Majątku Howieny, by tam, w rustykalnym stylu rozpocząć tradycyjne podlaskie wesele. To miejsce odwiedzam kilka razy w roku, Howieny mają w sobie COŚ – wprowadzają w taki błogi, sielankowy nastrój. Z dala od białych sal w stylu glamour, zaś bliżej naszych podlaskich korzeni. Myślę, że tzw. wyluzowanie gości przychodzi tu o wiele łatwiej, a na pewno szybciej i to wcale nie z powodu magicznych nalewek i mikstur tutaj serwowanych 🙂 Tak jak obserwowałem, zgrana ekipa wokół Pary Młodej oraz żywiołowa rodzina i znajomi Kasi i Marcina nie dawali DJ Markowi Moniuszko powodów do narzekań 🙂 Goście głodni parkietu, zawładnęli nim, tak jakby nie byli na weselu conajmniej rok. Ale z drugiej strony, zauważam tę prawidłowość przy każdym weselu prowadzonym przez Marka… Tak, z czystym sumieniem go polecam – pierwsza liga wśród DeJotów.

Sesja plenerowa na Podlasiu

Sesja plenerowa oddalała się nam razem ze schyłkiem lata, w końcu udało się spotkać na początku października, czyli ponad 2 miesiące po weselu. Zawsze staram się umawiać na taką sesję tuż po ślubie (2-3 dni po weselu, żeby złapać jeszcze u Młodych trochę weselnego nastroju), ale milion spraw i sił wyższych (weather.com) dyktował nam warunki. Wybraliśmy się w okolice Wasilkowa. Podczas sesji postawiłem na 2 elementy – światło i Podlasie, Kasia z Marcinem przemycili trochę śmiechu i… już nie zanudzam, zapraszam, całość poniżej.

Materiał zrealizowany aparatami Fujifilm X-T2 i X-T10.

Tomasz Hodun
Fotograf Ślubny Białystok