Sesja ślubna na greckiej wyspie Santorini, czyli…

plecak

ŻAR

zakwasy

ale warto było…

Dostałem zapytanie w sprawie sesji ślubnej na Santorini. Tydzień później siedzieliśmy już z Emilką i Danielem i omawialiśmy szczegóły wyjazdu.

Santorini. Skalista wyspa, będąca wierzchołkiem ogromnego, zanurzonego w morzu wulkanu. W sezonie bardzo popularna. Spotkaliśmy się już na miejscu, postanowiliśmy rozłożyć sesję na 2 dni. Pierwszy dzień to rekonesans terenowy w miejscowości Fira i okazja do wykonania zdjęć w innych niż ślubne strojach.  Drugiego dnia pobudka około wschodu słońca i spacery po opustoszałych zakamarkach miasteczka Oia. Zwiewna krótka sukienka zamiast oryginalnej z dnia ślubu to był strzał w dziesiątkę. Widzieliśmy kilka Panien Młodych w długich, ciężkich sukniach. Współczujemy kilkugodzinnego pozowania przy ponad 40 stopniach Celsjusza. My rozsądnie zaplanowaliśmy sobie przerwę w godz. 11-15. Niesamowity urok lokalnej architektury, wąskie uliczki wijące się pośród białych domków i cerkiewek z niebieskimi kopułami i położenie miasta na stromym wybrzeżu z widokiem na kalderę tworzyły razem niewiarygodny efekt. Mimo sierpniowego tłoku, udało się zrobić zdjęcia niezakłócone tłumami turystów. Najtrudniejsze zadanie było tuż przed zachodem słońca, setki widzów szczelnie wypełniały najlepsze widokowe stanowiska, ale dzięki uprzejmości właściciela jednego z ekskluzywnych hoteli, udało nam się dokończyć sesję w bardzo kameralnych warunkach. Całą wyprawę przedstawiam w formie reportażowej, żeby choć trochę przekazać niesamowity klimat tego miejsca.

Emilka i Daniel dziękuję za zaufanie i powierzenie mi realizacji tego zlecenia. Myślę, że dzięki zdjęciom zachęcę wielu niezdecydowanych do odwiedzenia Santorini. Gorąco polecam !!!